Kilkanaście dni temu przez działy mody i rozrywki
najróżniejszych mediów przetoczyła się kolejna fotorelacja z rozbieranej
promocji Desiguala. Choć akcja przyodziewania golasów prowadzona jest w
wybranych sklepach marki od 2005 roku, ciągle budzi ogromne zainteresowanie
zarówno wśród dziennikarzy, jak i potencjalnych klientów, którzy pod każdą
szerokością geograficzną równie ochoczo czekają przed sklepem w bieliźnie z
nadzieją na nowe i - co ważniejsze - darmowe ubrania. Ja w swej skromnej osobie
nie zaliczam się do tych, którzy przypuściliby szturm w desusach w pierwszym
rzędzie, aczkolwiek gdyby Desigual rozdawał swoje kolorowe buty… Hmm… Niestety,
z tego co mi wiadomo nie rozdaje. Nie słyszałam też o żadnej innej marce, która
w ramach akcji promocyjnej obuwałaby bosych, bo powiedzmy sobie szczerze,
przyjście pod sklep na bosaka to znacznie mniej nośny medialnie wyczyn niż
przyjście w bieliźnie czy nago (tak, takie pomysły też realizowano), co
oczywiście nie znaczy, że specom od marketingu firm obuwniczych brak fantazji.
