Porównywanie komfortu noszenia obuwia dowolnej marki do
chodzenia boso po trawie z daleka pachnie mi niezbyt wyrafinowanym chwytem
marketingowym. A właściwie pachniało, bo całkiem przypadkiem przekonałam się,
że nie tylko w wyobraźni speców od reklamy istnieją buty przypominające kawałek
trawnika (syntetycznego wprawdzie, ale jednak).
